środa, 18 lutego 2015

Poznajmy się- rozmowa z Super Mamą Magdą Bańburską

Dziś na tapetę bierzemy drugą laureatkę tytułu Super Mamy 2015 Magdę Bańburską.  Mama Hanny i Aleksandra odpowiedziała na moje pytania:


Skąd dowiedziałaś się o klubie mamy i kiedy dołączyłaś?
O klubie dowiedziałam się z Facebooka i akurat tak się składa, że to Ty wysłałaś mi zaproszenie do dołączenia do grupy.

Czym jest dla Ciebie tytuł Super Mamy?
Tytuł Super Mamy jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Cieszę się, że tym co lubię robić sprawiam przyjemność również innym. Nie ukrywam jednak, że byłam bardzo  zaskoczona tym faktem. Kiedy zapraszałyście mnie na scenę byłam tak zajęta pracą, że wcale was nie słyszałam.

Wady i zalety macierzyństwa z Twojego pkt. widzenia.
Macierzyństwo to po prostu moje życie. Innego sobie teraz nie wyobrażam. A jakie są plusy? Super organizacja czasu, nowa energia życiowa, ciągle odmawiające się źródło miłości i radości i wiele wiele innych. Wady więcej prania, sprzątania i gotowania.

Co lubisz robić w czasie wolnym?
Mój czas wolny przy dwójce maluchów jest bardzo okrojony wręcz mogę powiedzieć, że wcale go nie ma. Zawsze mam coś do zrobienia i nie należę do osób które biernie przeżywają życie. Jednak jak już znajdę chwilkę to zapraszam wszystkie ciocie moich dzieci i razem spędzamy czas. Lubię również kreatywno-artystyczne zajęcia z moją córeczką. 

Kim jesteś z zawodu i czym zajmujesz się na co dzień?
Jestem wykwalifikowaną turystyką ☺Skończyłam turystykę i rekreację na UŁ. Jednak moja praca nie ma z tym nic wspólnego ponieważ razem z rodzicami i siostrą prowadzimy sklep spożywczo-przemysłowy i jestem kierownikiem.


Jak opisałabyś siebie w trzech słowach?
energiczna, zaradna, zorganizowana 

O czym marzysz?
Hmmm... marze o tym, żeby cała moja rodzina była zawsze zdrowa i szczęśliwa

Jak wygląda Twój typowy dzień?
Pobudka ok 6.30. Razem ze mną wstaje Oluś. Ogarniam siebie i synka. Później budzimy naszą królewnę Hanię. Szybkie śniadanko i razem z córcią jedziemy najpierw do przedszkola, a później ja do pracy. Wracamy ok 17 do Olusia i babci. Robimy szybki obiad i czekamy na tatusia. Wieczór spędzamy na wspólnej zabawie. Mój dzień kończy się ok 23.

Najbardziej szalona/ niezwykła rzecz, która zrobiłaś w życiu ? lub może chciałabyś ją zrobić?
Najbardziej szalona rzecz to chyba wyjazd na wakacje do Hiszpanii razem z 3 letnią Hanią. Decyzja była spontaniczna. Mąż akurat był na misji, a ja i Hania "siedziałyśmy" w domu. Moja bliska koleżanka studiowała w Maladze i podczas rozmowy tel zaproponowała żebyśmy ją odwiedziły. Długo się nie zastanawiałam i zabrałam córeczkę i moją przyjaciółkę na wakacje do słonecznej Malagi. Kilka dni później spakowane tylko w bagaż podręczny siedziałyśmy w samolocie.

Jeśli mogłabyś wybrać dla Siebie swoje miejsce na Ziemi co by to było?
Moje miejsce na ziemi to jakiś rajska plaża bez telefonów, internetu i cywilizacji. Pełen relax , ale tylko na dwa tygodnie:) 

Gdzie tak pięknie nauczyłaś się malować twarze dzieciom?
Jak już wcześniej wspomniałam lubię takie twórcze i artystyczne zajęcia. Moja przygoda z malowaniem twarzy trwa krótko. 5. urodziny Hani postanowiłam troszkę urozmaicić i wtedy wpadł mi do głowy pomysł z malowaniem. Pomysły popatrzyłam w internecie. 6. urodziny też będą ciekawe i mam nadzieję, że pomysł uda mi się wykorzystać na jakiejś imprezie w Klubie Mamy.



sobota, 14 lutego 2015

Backstage sesji zdjęciowej dla marki Hencz Toys

W dniu dzisiejszym odbyła się sesja dla marki Hencz Toys - łódzkiego producenta gumowych zabawek. Przypominam, że udział w sesji był nagrodą w konkursie zorganizowanym z okazji pierwszych urodzin Klubu Mamy. Klubowe maluszki zostały twarzami tej marki. Zdjęcia wykonała Dorota Janicka. W sesji wzięły udział również właścicielki firmy Hencz Toys, a nad dziećmi czuwali opiekuńczy rodzice. Przedstawiam fotki zza kulis sesji. Jestem bardzo ciekawa efektów końcowych, ale już wiem, że będą super.

poniedziałek, 9 lutego 2015

Podwójne szczęście- macierzyństwo rok po roku

Jestem mamą dwóch córeczek Soni i Blanki. Chęć posiadania drugiego dziecka narodziła się u Nas gdy Sonia miała 7 miesięcy. Kiedy na świecie pojawiła się wyczekiwana istotka, bezbronna, cudowna, z bujną czarną  czuprynką, najukochańsza na świecie Sonia obydwoje oszaleliśmy na jej punkcie. Wywróciła nasze życie do góry nogami. Mogliśmy na nią patrzeć godzinami i robić wszystko z myślą o niej. Nie miała kolek, nie chorowała i nie była problematycznym dzieckiem. Przed pierwszym porodem myślałam sobie, że po okresie urlopu macierzyńskiego wracam od razu do pracy, ale po  przyjściu na świat Soni wszystko się zmieniło i chciałam zostać z nią jak najdłużej. Szybko pomyśleliśmy, że fajnie by było jakby Sonia miała rodzeństwo. Sami jesteśmy z licznych rodzin i obydwoje bardzo to doceniamy, nie wyobrażamy sobie, że może być inaczej. Pomyślałam, że skoro z jednym dzieckiem dajemy radę i jest super, to i z dwójką na pewno sobie poradzimy. Udało się, zaszłam w drugą ciąże. Po 20 tygodniu dowiedzieliśmy się że będzie to druga dziewczynka, a różnica wieku pomiędzy nimi to 21 miesięcy. Okres drugiej ciąży był dla mnie cięższy niż w przypadku pierwszej. Długo miałam mdłości, a na dodatek ostatnie tygodnie były bardzo ciepłe ( urodziłam w czerwcu). Oczywiście Sonia uwielbia siedzieć na dworze w piaskownicy, wiec z dużym brzuszkiem pomiędzy nogami trzeba było sobie radzić. Dodatkowo nie mogłam dłużej pospać czy złapać drzemkę w ciągu dnia,  choć mój organizm bardzo tego potrzebował. Mąż Jacek pracuje średnio od rana do 19 tak więc całe dnie byłam sama. Czekałam z utęsknieniem momentu kiedy będę mieć moje dwie dziewczynki przy sobie i poczuje się lżejsza i bardziej sprawna . Często zastanawialiśmy z Jackiem jak to będzie z miłością do drugiego dziecka? Czy to drugie dziecko kocha się tak samo? Jak tą miłość podzielić na dwie? Czy będę mogła poświecić Soni tyle samo czasu? Jak ona to zniesie? Co z zazdrością? Jak ogarniemy dwie dziewczynki tak, żeby miały wszystko co najlepsze? I wiele innych pytań i wątpliwość nasuwało nam się do głowy.




           



Dobrze pamiętam moment kiedy wyjeżdżałam do szpitala z bólami porodowymi jednocześnie płacząc, że muszę zostawić Sonię, i że będę za nią bardzo tęsknić. Zastanawiałam się jak ona zniesie moją nieobecność? Jak sobie da radę? Nigdy nie zostawiałam jej dłużej niż na jedną noc. Ku mojemu zdziwieniu prawie nie zauważyła mojej nieobecności. Po powrocie postanowiliśmy kupić dla Soni prezent od młodszej  siostry Blaneczki,  żeby nie myślała sobie, że o niej zapomnieliśmy. Dostała laleczkę, która ma takie samo ubranko i wygląda tak samo jak Sonia. Powiedzieliśmy jej, że mama będzie się teraz tez zajmować Blaneczką, a Sonia swoją nową lalą. Pierwsza reakcja była super, potem zaczęły się schody. Sonia widząc, że karmię Blankę zaczynała płakać, jak trzymałam i nosiłam malutką na rękach - również płakała. Więc ja też płakałam. Sonia zrobiła się bardziej wstydliwa i zaczęła obgryzać paznokcie. Jacek był w domu z nami prawie przez 3 tygodnie, wiec poświęcał praktycznie 100% swojego czasu Sonii, aby nie czuła się odrzucona. Włączaliśmy Sonię we wspólne kąpanie Blaneczki, nalewała płyn, podawała ręcznik, myła jej główkę, przynosiła pieluszki i chusteczki. Staraliśmy i staramy się ja uczyć, aby pomagała i opiekowała się siostrą. I coraz czyściej możemy obserwować efekty. Oczywiście są momenty kiedy Sonia pociągnie młodszą siostrę za rączkę, albo uderzy, czy zabierze zabawkę. Wtedy ma karę - idzie do swojego pokoju, żeby przemyśleć swoje zachowanie i potem przeprasza. Sonia bardzo kocha siostrę i obsypuje ją buziaczkami, a jak Blanka wstaje to Sonia wita ją słowami: „dzień dobry Bąbelku”. Jak Blanka płacze - pierwszą osobą, która ją uspokaja jest starsza siostra. Dziewczynki zaczynają mieć ze sobą kontakt i z dnia na dzień jest coraz lepiej. Oglądają wspólnie książeczki, starsza objaśnia młodszej jak „obsługiwać” zabawki. Myślę, że niedługo będą się już naprawdę fajnie bawić.
                                          
                                 
Tyle o ich relacjach. Z drugim dzieckiem jest tak samo - „miłość od pierwszego wejrzenia”, kolejna mała laleczka do kochania. Bywają jednak ciężkie momenty. Zakupy, wyjścia z domu w zimie, wypełnianie podstawowych obowiązków. Staram się tak organizować dzień, aby dziewczynki były dopilnowane, miały towarzystwo innych dzieci, były na spacerze i miały ugotowane, a w domu było czysto. Nie muszę pisać, że jakie to trudne. Czasami opadam z sił. Od początku staraliśmy się wprowadzać stałe pory jedzenia i spania. Kąpanie zawsze po 19 tak, aby maksymalnie do 20:30 dzieci spały. Staramy się z mężem pilnować stałych pór tak, aby mieć czas  dla siebie, móc porozmawiać, albo obejrzeć coś wspólnie. Myślę, że jest to bardzo ważne, bo dzięki temu wiemy co się u Nas dzieje, jak wyglądał nasz dzień. Żyjemy razem, a nie obok siebie. Bywają kryzysowe sytuacje jak np. płacz obu naraz i obie chcą tylko do mamusi. Jak coś boli też liczy się tylko mama. Szczerze mówiąc bardzo trudno jest mi znaleźć czas tylko dla siebie, ponieważ w tygodniu nie mam od nikogo pomocy. Byłoby super wyrwać się nawet gdzieś „Samej” na godzinkę, gdziekolwiek, z koleżanką na kawę czy do kina. Do toalety człowiek nie może sam wyjść, bo i tam cię znajdą:). O czytaniu książek nawet nie marze na razie. Dodatkowo przykro mi, że nie mogę Soni poświęcać tyle czasu co wcześniej. Sonia z chęcią angażuje się w obowiązki domowe razem ze mną – gotuje, sprząta itd. Uważam, że ma to swoje plusy. Życie nie polega tylko na samej zabawie i przyjemnościach i chce, żeby one również to wiedziały.  Niedawno podjęliśmy decyzję o posłaniu Soni do przedszkola, choć ma tylko 2 latka i 3 miesiące, jest jednak jak na swój wiek samodzielna. Zależy mil aby miała codziennie kontakt z rówieśnikami. Po pierwszych trzech tygodniach mogę śmiało stwierdzić, że to była bardzo dobra decyzja.       
                                       
Mimo trudności i wyrzeczeń, jakie niesie ze sobą podwójne macierzyństwo i posiadanie dzieci z małą różnicą wielu z całą odpowiedzialnością polecam posiadanie więcej niż jednego dziecka. Patrząc na moje dziewczynki, jak rosną i jak się rozwijają wspólnie, buzia sama mi się uśmiecha. Szczęście dziewczynek jest moim szczęściem.  Teraz nie wyobrażam sobie życia bez nich. Przyznaję, że oszalałam na ich punkcie:) Dają nam tyle radości i powodują, że życie nabiera sensu. Człowiek ma dla kogo wstawać i kogo uszczęśliwiać. To absolutnie miłość bezwarunkowa. Pomimo, że mam przerwę w pracy zawodowej staram się tym nie przejmować, korzystać z czasu i wykorzystywać go jak najlepiej się da, bo już więcej się on nie powtórzy, a napracować się zawodowo jeszcze zdążę. Mam nadzieje, że już niedługo przyjdzie moment kiedy będę mogła bardziej pomyśleć o sobie. Na razie jednak moje dziewczynki potrzebują dużo uwagi, więc skupiam się głównie na nich. Oczywiście z Wielką Przyjemnością :)

Gosia F.