sobota, 1 sierpnia 2015

O BLW - czyli Bobas Lubi Wybór




            W ostatnią środę na spotkaniu Klubu Mamy Skierniewice gościliśmy Agnieszkę Wiszniewską - mamę dwóch uroczych dziewczynek, która prowadzi bloga na portalu społecznościowym pod nazwą „DwieWisienki”. Agnieszka jest praktykiem, jeśli chodzi o zdrowe żywienie dzieci oraz propaguje karmienie piersią, a także metodę BLW przy rozszerzaniu diety niemowląt. Podzieliła się z nami swoją szeroką wiedzą z tego zakresu, wytłumaczyła na czym polega metoda, jak ją stosować, jakie przynosi efekty. 
źródło: Dwie Wisienki

Metoda BLW, czyli baby- led weaning, w skrócie BLW, to metoda karmienia dzieci, polegająca na stopniowym odstawianiu dziecka od pokarmów mlecznych (mleko mamy, mieszanka) całkowicie sterowanym przez dziecko. Polega na ominięciu etapu papek i pozwoleniu dziecku na samodzielne jedzenie już od pierwszego posiłku. Rozszerzenie diety zaczynamy w momencie, kiedy dziecko siedzi sztywno (niekoniecznie siada samo! To różnica!). Na początek podajemy dziecku warzywa ugotowane i pokrojone w słupki, gdyż dziecko zje tylko to, co chwycone będzie wystawać poza obręb rączki. Startujemy od marchewki, ziemniaka, kalafiora, brokuła. Dopiero po jakimś czasie podajemy owoce. Słodki smak owoców na pewno szybko zostanie zaakceptowany przez małego adepta sztuki jedzenia, więc nie trzeba się z tym spieszyć. Pierwszymi owocami niech będą jabłka, śliwki, gruszki. Na pewno zasmakują dziecku! Na początku dziecko będzie się bawiło jedzeniem, czasem nawet krztusiło zbyt dużymi kawałkami, które wpadną do buzi. Nie przejmujmy się. Bądźmy w pobliżu i reagujmy w sytuacjach poważnych, ale pamiętajmy, że odruch krztuszenia u dzieci występuje szybciej niż u dorosłych, bo w fazie, gdy jedzenie jest jeszcze na języku, a nie w przełyku. Dlatego pozwólmy dziecku najpierw na samodzielne wykrztuszenie kawałka, a gdy widzimy, że sobie nie radzi - wkraczajmy z akcją ratowniczą.

            Agnieszka wprowadziła na spotkaniu element warsztatowy. Chętne do wzięcia udziału w „eksperymencie” mamy podzieliły się na 3 grupy: dwie mamy odgrywały role dzieci, kolejne dwie mamy były mamami ze słoiczkami obiadowymi w rekach, a kolejna mama była wybawieniem z talerzem pełnym kolorowych przysmaków: kalafior, brokuł, samodzielnie wypiekany chleb z ziarnami, marchewka. Wynik eksperymentu nie zdziwił żadnej z mam, będących na spotkaniu - „dzieci” wolały zjeść kolorowe warzywa zamiast jednorodnej smakowo i wyglądowo papki rybnej, czy gulaszowej. Niestety my - mamy czasem dla własnej wygody, czasem z potrzeby (bo czas goni, nie mamy jak ugotować, brak weny kuchennej), a czasem nawet z przekonania, że to co znajduje się w słoiczku jest (niby) zdrowsze niż kupione na targu warzywa, stosujemy dietę „słoiczkową” u naszych dzieci , nie zdając sobie sprawy z tego, że przyzwyczajamy je do jedzenia bez smaku, wyglądającego gorzej niż źle oraz w określonych porcjach („bo jak to? Tyle, co w słoiku, to musi zjeść!”).
            Tymczasem Agnieszka przekonywała nas, że dziecku do ukończenia 12 miesięcy do zaspokojenia potrzeb żywieniowych wystarczy mleko (najlepiej od mamy, a jeśli to niemożliwe, to modyfikowane). Wszelkie dodatkowe elementy diety: warzywa, owoce, kasze, zupy i pochodne - to jedynie dopełnienie i przede wszystkim dajemy je dziecku w celu zapoznania się z nowymi smakami, konsystencją etc. Dajmy się pobawić dziecku jedzeniem, niech pougniata, posmakuje, poliże, rozsmaruje jedzenie na stole. To wszystko służy lepszemu zapoznaniu się z jedzeniem dorosłych, co skutkuje tym, że jedzenie będzie dla dziecka przyjemnością! A że trochę brudno? Aga pokazała nam swoje „patenty” na uchronienie się przed sprzątaniem całego domu po posiłku dziecka (specjalny kubeczek, czy miseczka). Już choćby prozaiczne przyciśnięcie końcówki śliniaka tacką od krzesełka do karmienia powoduje mniejsze „straty” w czystości.

            Metoda wydaje się być kusząca w zastosowaniu, bo efekty są fantastyczne: dzieci celebrują jedzenie, jedzą wtedy, kiedy rodzice (koniec z zimnym obiadem dla mamy albo, o zgrozo, jego brakiem), są bardziej samodzielne od pierwszych chwil przy stole. Dowodem niech będą dzieci rodziców, uczestniczących w spotkaniu, karmione tą metodą (było ich dwoje lub troje), a także młodsza córeczka Agnieszki - Helenka, która niedawno skończyła roczek, a radzi sobie sama nawet z rzadką zupką!

            Agnieszka zachęcała do samodzielnego przygotowywania zdrowych i wartościowych posiłków nie tylko dla dzieci, ale także dla nas - dorosłych. Pokazała kilka książek wartych uwagi (spis pod postem) oraz poczęstowała nas domowymi ciasteczkami z orzechami nerkowca, migdałami, słonecznikiem, bananów, kakao lub karobu. Przepis znajdziecie na blogu Agnieszki - TUTAJ. Dzieci natomiast zajadały się rodzynkami i chlebem z ziarnami, przyniesionymi przez naszego Gościa.

            Serdecznie zachęcam do wypróbowania tej metody na własnych pociechach. Ja zamierzam, gdyż moje pierwsze dziecko karmione przeze mnie słoiczkami, potem z rzadka chciało jeść moją domową zupkę, a o czymś więcej nawet nie wspomnę. I do teraz (a ma 2,5 roku) jest ogromny problem z jedzeniem obiadków. TO nie tylko „wina” diety słoiczkowej, ale zapewne bardziej złożony problem nawet natury genetycznej (mama-niejadek) oraz wynik obserwacji złych nawyków żywieniowych rodziców, nie mniej zamierzam dać większą wolność wyboru młodszej córce i poczekam na efekty.

            Dodatkowo nasze spotkania przeniosły się do MOK-u. Będziemy na bieżąco informować o tym w jakich dniach i godzinach będziemy się widywać. Prosimy o wyrozumiałość, że mogą zdarzyć się odchylenia od normy, czyli nie zawsze ta sama sala, czy godzina spotkania, ale jesteśmy w trakcie wielu ustaleń i wszystko idzie w dobrym kierunku. Do zobaczenia na spotkaniach Klubu Mamy Skierniewice!

            W imieniu mamy potrzebującej pomocy serdecznie dziękujemy za okazane wsparcie w postaci ubranek, mleka, pieluszek, zabawek i akcesoriów dla dzieciaczka. Jesteście kochane, Mamusie!



Literatura polecana przez naszego Gościa:

1.      „Bobas lubi wybór”, Gill Rapley, Tracey Murkett

2.      „Moje dziecko nie chce jeść” , Carlos González

3.      „Zamień chemię na jedzenie”, Julita Bator

4.      „Super odporność. Jak z posiłków czerpać zdrowie”, Joel Fuhrman

5.      „Zdrowe dzieciaki”, Joel Fuhrman

6.      „Mądrzy rodzice”, Margot Sunderland


 


środa, 22 lipca 2015

Weekendowe wycieczki z maluchami- part 2

Dziś chciałabym polecić Wam fajne miejsce do miłego spędzenia czasu z dziećmi, które w minioną sobotę odwiedziłam razem z moimi najbliższymi - TERMY MSZCZONÓW.


nazwa: Termy Mszczonów
adres www: termy-mszczonow\
odległość od Skierniewic: 27 km
szybkość przejazdu: ok. 25 minut 
parking: duży i bezpłatny
cena biletu dorosły:  1 h- 17 zł
                                   2 h- 25 zł
                                   3 h- 40 zł ( ceny w weekend i święta - w tygodniu ciut taniej)
                   dzieci:     1 h- 12zł
                                   2 h- 18 zł
                                   3 h- 28 zł
dzieci do 3 lat gratis. ( dwie osoby dorosłe i dziecko 2 letnie na dwie godziny   = 50 zł)
główne atrakcje: dwie zjeżdżalnie, basen dla dzieci, rwąca rzeka, dwa baseny termalne całoroczne (temp. 32-34 stopnie C), basen sportowy.
plusy: punkty gastronomiczne na terenie obiektu
minusy: woda w brodziku dla dzieci troszkę za chłodna-  chłodniejsza niż w basenie rekreacyjnym


opinia: Termy Mszczonów odwiedziliśmy w poprzednią sobotę ok. godz. 16. Od kilku dni doskwierały Nam upały, więc szukaliśmy sposobu, aby nieco odetchnąć- a przy okazji się opalić. Termy wydały się super wyjściem. Nie myliliśmy się. Kolejka niewielka, a pomimo dużej liczby korzystających bez problemu znaleźliśmy wolne leżaki. Wcale nie było tłoczno- czego się obawiałam. Jak tylko weszliśmy na teren obiektu okazało się, że słońce zaszło i zaczął wiać wiaterek. Po dłuższej chwili okazało się ze zbliża się burza. Obsługa zmuszona była zamknąć obiekt , wyprosić wszystkich z wody oraz nakazać schowanie się do budynku. Burzę przeczekaliśmy i po ok 20 min. znów mogliśmy bawić się w najlepsze. Okazało się, że temperatura powietrza po burzy spadła i synek Nam marźnie. Nic straconego,  bo w basenie z cieplutką wodą termalną było bardzo przyjemnie.  Łącznie w basenach spędziliśmy 2 godz. Wydaje mi się, że wystarczająco- zwłaszcza, że nie było słońca i z mojego opalania nici. Uważam, że jest to fajna opcja zarówno na aktywny wypoczynek dla dzieci i tatusiów, jak i na wylegiwanie się na leżaku dla mam:) Warto pojechać, nawet z niemowlakiem - ale tylko w ciepły i słoneczny dzień.  A i na koniec radzę zabrać dla dzieci kanapki lub inny prowiant, bo po godzinach zabawy będą bardzo głodne:)



sobota, 18 lipca 2015

Spotkanie z położną

Tematyka ostatniego klubowego spotkania adresowana była do przyszłych mam. Gościem była warszawska położna, nasza klubowiczka i również ciężarówka- Agnieszka Kalisiak. Mamy miały okazję porozmawiać z położną o karmieniu piersią, o przebiegu porodu, o cesarskim cięciu oraz o innych około porodowych zagadnieniach. Podczas spotkania rozlosowane zostały unikalne, handmade'owe  czapeczki dla niemowląt od TeA&JuJu. Zapraszam do obejrzenia krótkiej fotorelacji.

poniedziałek, 13 lipca 2015

Domowa pięlegnacja- czyli nauka samodzielnego robienia kosmetyków

Każda z nas chce zawsze wyglądać pięknie i zdrowo, nie tracąc jednak na to zbyt wiele czasu i pieniędzy. Na środowym spotkaniu sprawdzałyśmy jak domowymi i naturalnymi sposobami stworzyć skuteczne, niedrogie i cudownie pachnące kosmetyki. 


Do tworzenia kosmetycznych mikstur od wieków wykorzystuje się zioła, zboża, nasiona, miód, oleje, orzechy czy produkty mleczne. Już Kleopatra wiedziała, że najlepszą metodą na cudownie miękką skórę jest kąpiel w kozim mleku. Nie mając jednak kóz i służek, które by taką kąpiel przygotowały, postanowiłyśmy sprawdzić działanie peelingów i serum-masek na dłonie. Do wyboru były 2 opcje: peeling kawowy albo miodowy. Każdy znalazł swoje zwolenniczki ;)


Peeling kawowy: 1 łyżeczka mielonej kawy, 1 łyżeczka cukru trzcinowego, 1 łyżeczka oliwy z oliwek, kilka kropli soku z cytryny, pół łyżeczki cynamonu.


Peeling miodowy: 1 łyżeczka miodu, 1 łyżeczka cukru trzcinowego, kilka kropli soku z cytryny.


Ważne, by peeling nie ściekał i miał konsystencję gęstej papki W obu opcjach mieszamy wszystkie składniki, po czym wcieramy je dokładnie w dłonie, wykonując przy tym dość dokładny masaż. Zmywamy całość ciepłą wodą.


Kolejnym etapem było nałożenie na dłonie odżywczych preparatów. W naszym wypadku był to kwas hialuronowy i olejek jojoba. Dwie cudowne substancje, które znakomicie nawilżają i regenerują. Można również wykorzystać olej ze słodkich migdałów, masło shea, preparaty z lanoliną, witaminą A i E.


Świetnym pomysłem jest zrobienie podobnego peelingu na całe ciało. Wystarczy zmieszać kilka łyżek fusów z zaparzonej kawy (kofeina odchudza, przyspieszając metabolizm) z oliwą z oliwek (lub choćby z żelem pod prysznic) i energicznie masować ciało. Można użyć też soli morskiej lub cukru trzcinowego.


Przepis na inny peeling, tym razem odżywczy na twarz i dekolt: 2 łyżki zmielonych płatków owsianych, 2 łyżki ciepłego mleka, łyżeczka miodu. 


Płatki mieszamy z mlekiem i odstawiamy na parę minut, następnie dodajemy miód i masujemy mieszanką skórę twarzy, szyi i dekoltu. 



Przykładów wykorzystania naturalnych produktów jest mnóstwo. Warto zgłębić temat np. na mądrych, profesjonalnych stronach w internecie. W razie pytań, służę pomocą.


Adriana Kucharska

piątek, 3 lipca 2015

Otwarcie placu zabaw w parku miejskim



Dzisiaj wybrałyśmy się wraz z naszymi dziećmi na uroczyste otwarcie placu zabaw w parku miejskim. Pogoda jak na zamówienie (może nawet ciut za dobra - jednak dało się odczuć te około 30 stopni w cieniu), tłum przedszkolaków, półkolonistów, oficjele z Prezydentem Krzysztofem Jażdżykiem na czele, dzieci niezrzeszone z rodzicami lub dziadkami, przechodnie i MY - dziewczyny z Klubu Mamy Skierniewice. 
Część oficjalna była bardzo krótka i za to brawo dla organizatorów, bo po co te biedne, wygłodniałe zabawy dzieci trzymać tak długo w oczekiwaniu. A potem - się zaczęło! Wielkie HURRA! I w jakieś 30 sekund wszystkie atrakcje placu zabaw zostały dosłownie oblepione dzieciakami. Wniosek jest jeden - BOMBA! I racja, bo tak nowoczesnego placu zabaw w naszym mieście jeszcze nie było! Wspaniała, mięciutka nawierzchnia (która chyba pod wpływem temperatury była nawet zbyt miękka i niektórzy zostawili na niej już swój ślad - dosłownie), mnóstwo nowych form do zabawy i szaleństwa: bocianie gniazdo, mini-park linowy ze zjeżdżalniami, wirujący dysk, pajęczyna, bujawki na sprężynach, huśtawki, karuzela z kierownicą, drabinki, giga-cymbałki, a do tego poczęstunek  - po prostu SZAŁ. 

Jest też kilka minusów, a największym, choć najmniejszych rozmiarów właśnie, okazała się mikro-piaskownica. Zdecydowanie powinna być dużo większych gabarytów i dodatkowo mogłaby znajdować się poza miękką nawierzchnią, bo wysypujący się z niej piasek tę powierzchnię brudzi. Jednakże plac zabaw jest przeznaczony dla dzieci powyżej 3-ech lat. A co z naszymi szkrabami? Trochę nam z tego powodu przykro, że takie bajery to tylko dla tych starszych dzieci, ale miejmy nadzieję, że inne starszaki nie zniszczą tego cuda zbyt wcześnie i nasze młodsze pociechy też będą szaleć na tym placu zabaw już za kilka lat :)

Warto dodać, że w okolicach placu zabaw znajduje się nowo wybudowana toaleta z przewijakiem. Jest płatna, więc też nie powinna być zbyt szybko zniszczona :)
Nowy plac zabaw będzie z pewnością często przez Nas odwiedzany podczas spacerów po parku:)